Pan uczynił mi łaskę | Świadectwo

Pan uczynił mi łaskę | Świadectwo

Mam na imię Joanna. Jestem szczęśliwą mamą trójki wspaniałych dzieci i żoną mojego męża Piotra. Chciałabym się z Wami podzielić z moim świadectwem tego jak wielkie rzeczy uczynił mi Pan Bóg.

Moje drugie imię to Maria a trzecie Magdalena. Zarówno Maryja jak i Maria Magdalena są mi bardzo bliskie. Ich historie są mi bliskie.

Prawie 10 lat temu poznałam miłość mojego życia. Mojego męża. Zamieszkaliśmy razem bardzo szybko na ziemi Moabu. Nie byliśmy w stanie bez siebie żyć. I zdecydowaliśmy się żyć w grzechu, gdyż nie mogliśmy wziąć ślubu sakramentalnego. Myślę że wtedy nie miało to dla nas większego znaczenia, byliśmy bardzo zakochani, i liczyła się dla nas nasza własna przyjemność. Chodziliśmy oczywiście do kościoła co niedzielę czy uczestniczyliśmy w rekolekcjach i świętach kościelnych, ale sądząc po tym jak żyliśmy Pan Jezus nie był Królem i Panem naszego życia. Przeszłość Piotra i moja przedzierała się boleśnie do naszego codziennego życia. Rozstania i powroty, problemy to wszystko powodowało że z jednej strony nie byliśmy w stanie razem być, a z drugiej strony tak bardzo się kochaliśmy, że nie mogliśmy przestać się kochać. Zapragnęliśmy mieć nasze wspólne ukochane dziecko. I zaszłam w upragnioną i wyczekiwaną ciążę. Byliśmy razem bardzo szczęśliwi.

17 sierpnia 2011 roku urodziłam naszą córeczkę Madzię. Piękną i maleńką. Podobną do mnie. Ale Madzia nie była taka jak inne dzieci. Nie chciała jeść, wymiotowała i sprawiała wrażenie jakby każde choć delikatne muśnięcie palcem sprawiało jej ogromny ból. Czułam że coś jest nie tak. Na nasze żądanie by przewieziono ją do Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach karetka przetransportowała Madzię na patologię noworodka. Kazano nam ją tam zostawić i wyjść. Nie wiedzieli co jej jest. To była czwarta doba jej życia, a ja po cesarskim cięciu ledwo stawiałam każdy krok. Kazano nam przyjść następnego dnia rano. Kiedy przyszliśmy na oddział o godz. 7:00 rano, spojrzałam do łóżeczka w którym wcześniej była a jej tam nie było. Zrobiło mi się słabo. Lekarze powiadomili nas, że nasza córeczka została przeniesiona na OIOM, a w jej krwi wyhodowano pałeczki bakterii E coli, Madzia ma sepsę i jej stan jest bardzo ciężki. Nie rozumiałam tego co mówili, patrzyłam na Piotrka i myślałam o czym oni mówią? Przecież 4 dni temu ją urodziłam, jeszcze nawet nie widziałam jej całej nagusiej, jeszcze nie przytulałam jej do swojego nagiego ciała, jeszcze nie była w domu, jeszcze nie zna jej świat. Myślałam to jakaś pomyłka, jest XXI wiek, jest w najlepszym szpitalu, wyleczą ją z tego. Co dwie godziny woziliśmy mililitry mojego świeżego odciągniętego mleka. Spaliśmy na szpitalnych sofach i byliśmy sztywni ze strachu kiedy pozwalano na chwilę nam do niej wejść, bo nie umieliśmy nacieszyć się nią na zapas. Każdego dnia mówiono nam że stan dziecka jest bardzo zły. Prosiliśmy powiedzcie cokolwiek dobrego... cokolwiek, ale oni mówili "Nie ma nic takiego". "Dajcie na mszę" mówili. Każdy dzień kiedy tam jechaliśmy nie widzieliśmy co zastaniemy. Nie wiem jak funkcjonowaliśmy wtedy, czy i co jedliśmy, czy do siebie mówiliśmy. W domu był wtedy sam dziesięcioletni starszy syn.

Pewnego dnia pielęgniarka pozwoliła mi wziąć Madzię na ręce, ale nie umiałam tego zrobić, bo dziesiątki kabli, przewodów i rurek wisiały w powietrzu. Pamiętam, że to była środa i poczułam jej tak słodki ciężar na rękach, uśmiechnęła się i przestała oddychać, a głośna aparatura zaczęła wyć. Spojrzałam na lekarzy i mówię: Ale ona nie oddycha... Szybko wyproszono mnie z sali, wbiegł zespół reanimacyjny reanimujący całe 50 cm skutego schorowanego ciała mojego dziecka. Spojrzałam na zegar i była godz. 14:00. Stałam tam pod ścianą i mówiłam "Boże to nie może dziać się naprawdę, proszę nie zabieraj mi jej". Lekarze wyszli i powiedzieli, że od tej pory musi być wentylowana mechanicznie bo inaczej... zapomni, że ma oddychać.

Kolejny tydzień wpędzał nas w przepaść. 31 sierpnia 2011 o godz. 6:00 rano zadzwonił telefon że mamy przyjechać. Pojechaliśmy bez słowa. Wschodziło słońce, autobusy jeździły, ludzie szli do pracy, była rosa na trawie, kończyło się lato. Weszliśmy na OIOM. W osobnym boksie był lekarz, pielęgniarka i nasza myszka. Powiedziano nam że o godz. 4:00 nad ranem się zatrzymała, że była operowana, i że saturacja spada i żebyśmy się z nią pożegnali. Wzięłam ją na ręce, i kilka sekund czułam że serduszko jej bije i przestało. I moje wtedy też się zatrzymało. Godzina śmierci mojej córuni 7.:15. Nasza Madzia, owoc naszej miłości, żyła 14 dni. Nigdy nie była w domu, a czas kiedy nosiłam ją pod moim sercem to najszczęśliwszy czas w naszym życiu.

Kiedy Madzia była na OIOMie chodziliśmy do kościoła codziennie, ale ja nie byłam w stanie wypowiadać słów modlitw. Patrzyłam w obraz Jezu ufam Tobie, a na nim Jezus ani drgnął, tylko patrzył. Patrzył przez te 2 tygodnie i patrzy tak samo dziś. Kiedy widziałam jak bardzo cierpi moje dziecko powiedziałam wtedy w szpitalnej windzie do Piotrka jak tak ma cierpieć moje dziecko to wolę żeby Pan Bóg zabrał ją do siebie. On się wtedy oburzył i mówił jak możesz tak mówić jesteśmy rodzicami kto jak nie my ma wierzyć?? Znowu spojrzałam na Jezusa i powiedziałam, że bardzo jej chcę i potrzebuję, ale niech robi co chce.

1 września kiedy dzieci idą do szkoły, o godz 14:00 my i nasz syn pochowaliśmy Madzię w białej 80 cm trumience. I w zasadzie tutaj powinien nastąpić koniec tej opowieści. Nie byliśmy w stanie jeść, pić, spać, mówić, nie byłam w stanie znieść szmeru powietrza. Byłam jednym wielkim nigdy nie kończącym się fizycznym i psychicznym bólem. Takim że nie byłam w stanie oddychać. Miałam obolały brzuch i piersi pełne mleka. Dla niej. Cisza. To wszystko czego potrzebowaliśmy, i siebie. Jednak Pan Jezus nie zostawił nas z tym samych, ufam że płakał razem z nami tak samo jak zapłakał nad grobem Łazarza. Ufam że wiedział że jej odejście wpisane jest w doskonały plan na nasze życie. I kiedy byliśmy już na dnie dna, na naszej drodze pojawiła się grupa rodziców którzy wszyscy stracili tak małe dzieci w tym samym czasie. Jak dobrze było wspólnie płakać, jak dobrze było razem wtedy być. I mogłoby się wydawać, że i dla nas wzejdzie słońce, kiedy 4 miesiące po śmierci Madzi dowiedziałam się że jestem bardzo chora, i ta choroba, i ciężkie leczenie wyklucza ponowne staranie się o dziecko na kolejne lata. Nie potrafiłam się z tym zgodzić, chciałam już, natychmiast być w ciąży. Dwa miesiące po tych informacjach dowiedziałam się, że na te samą chorobę chory jest też starszy syn. Wizja wieloletniego leczenia, w Polsce eksperymentalnego, bardzo drogiego i ból który temu towarzyszył był wydawałoby się nie do udźwignięcia przeze mnie. Ale miałam przy sobie mojego anioła stróża, już wtedy cywilnego męża. Gdyby nie jego obecność, jego miłość, jego cierpliwość, poświęcenie nie wiem czy w ogóle tutaj była gdzie jestem. Od śmierci Madzi praktycznie cała najbliższa rodzina odsunęła się od nas. Byliśmy zbyt smutni, zbyt problematyczni. I zostaliśmy we trójkę z bardzo ciężką chorobą syna, moją, a Piotr w Warszawie. Ale i wtedy Pan Bóg nas nie opuścił, w najgorszych chwilach naszej drogi krzyżowej pojawiali się jacyś obcy ludzie, nie rodzina, ale obcy którzy nas wspierali, pomagali nie chcąc nic w zamian. W pracy Piotra szli mu na rękę, kiedy nie był w stanie pracować, bo ja bałam się zostać sama w domu. Pan Bóg tak wszystko organizował że starczało nam pieniędzy na leczenie. Dziś już wiem że nasza droga krzyżowa nie była całkowicie samotna, na jej drodze pojawiali się jacyś ludzie którzy dawali nam co jakiś czas wsparcie. Ufam że to wszystko: to cierpienie, choroba, strata i brak pomocy ze strony rodziny w tamtym ciężkim czasie było po coś. Leczenie nasze było bolesne i długie, bywały dni, że w ogóle nie miałam pojęcia jaki jest dzień i czekałam aż Piotrek wróci z Warszawy żeby zrobił nam jeść, bo nie byliśmy czasem w stanie zrobić tak prostych czynności. Bałam się ludzi, nie chciałam wychodzić z domu. Wtedy znajomy ksiądz powiedział mi, że muszę się dużo, dużo modlić. Za jego namową, kupiłam Pismo Święte i pierwszy raz w życiu zaczęłam czytać Nowy Testament. Pamiętam swoje pierwsze zafascynowanie nim. Pisałam wiadomości do tego księdza "Słuchaj, to jakaś niewiarygodna historia, ta Ewangelia jest niesamowita". Jeździliśmy na Tyskie Wieczory Uwielbienia i tam nie mogłam przestać płakać, prosiłam tylko "Boże, jeśli chcesz możesz mnie uzdrowić, proszę Cię, zechcij!" Któregoś razu po takim spotkaniu kiedy cały tłum napierał i było duszno, ciasno, ktoś z tyłu chwycił mnie za ramię. Obróciłam się i zobaczyłam nieznaną kobietę, patrzyła mi z taką radością w oczy i mówiła: nie martw się, ja też kiedyś przez to przechodziłam i to się skończy, będzie dobrze. Zanim zdążyłam otworzyć usta jej już nie było, jakby zniknęła i nie umiałam jej już znaleźć.

Po dwóch latach leczenia syna było już dobrze. Ja po 2,5 roku leczenia poczułam pewny wewnętrzny głos, że powinnam już zakończyć i moje leczenie. Że nie chcę już dłużej, że na tym koniec. Nie było dnia ani minuty żebym nie marzyła o tym by znowu móc starać się o dziecko. Naturalne planowanie rodziny opanowaliśmy w stopniu perfekcyjnym. Modliłam się "Panie, proszę Cię pozwól znowu mi być mamą, tak tego pragniemy, ale jeśli ty masz inne plany to daj mi siłę żebym to zaakceptowała, że nie będziemy mieć już dzieci". Dziś już wiem że: Przeto nie liczy się ani ten, który sadzi, ani ten, który podlewa, lecz tylko ten, który daje wzrost, czyli Bóg.

Pan nam pobłogosławił, wynagrodził nam wszystko i wynagradza. Ale ostrożność podpowiadała poczekaj, co ma być to będzie. Jednak nie wytrzymałam i zrobiłam test dzień przed planowanym okresem, wynik 2 różowe kreseczki. Pan sprawił, że stał się cud i tak szybko byłam w ciąży. Uklęknęłam pod naszym krzyżem w pokoju i ofiarowałam to maleństwo Panu Bogu. Powiedziałam "Panie Boże jeśli to ma być prawda, że rośnie we mnie nowe życie to ja ci je oddaję w całości. Jest twoje nie moje, do końca". Radość i szczęście wypełniło nas i nasz dom. Byliśmy tacy szczęśliwi. Na pierwszej wizycie u lekarza okazało się, że mam bardzo dużego krwiaka, który na badaniu USG był tak duży, że widziałam tylko jego, a nie dziecko. Prosiłam Pana Boga żeby ten krwiak zniknął, ale sama po ludzku nic nie mogłam zrobić. Zostawiłam to Panu. Leczenie podtrzymujące ciążę przez pół roku było skuteczne i krwiak się wchłonął. Wszystko sprawdzaliśmy dwa razy, żeby niczego nie przeoczyć, żadnego badania. Byliśmy bardzo czujni. Już w 11 tygodniu ciąży na badaniach prenatalnych w Łodzi u bardzo dobrego specjalisty lekarz zapytał nas czy chcemy znać płeć dziecka, nie myśleliśmy o tym, nie rozmawialiśmy, ale jakoś podskórnie byłam przekonana że to będzie dziewczynka taka druga Madzia. Zgodziliśmy się i powiedział: płeć męska. Był to dla mnie szok! Takie postawienie do pionu. Płakałam i płakałam i płakałam, bo już wtedy zrozumiałam, że Jej nie zobaczę w tym dziecku, że to koniec. I w tym płaczu i Piotrka przytuleniu tak jak małemu dziecku rodzic zabierze coś co mu szkodzi tak czułam się wtedy ja, było mi przykro, ale mówię "Boże, Ty wiesz co robisz, że to będzie słuszne, że będziemy mieć teraz chłopca".

27 stycznia 2015 roku o godz 15:50 urodził się nasz ślicznotek Leoś. Nowa jedyna w swoim rodzaju istota. Delikaty, mniejszy niż Madzia, piękny i zdecydowanie podobny do taty. Wtedy też byliśmy we trójkę, ja, Piotr i Filip straszy syn czekający pod blokiem operacyjnym na braciszka. Radość była wielka, choć był to dla mnie najtrudniejszy poród. I strach co nastąpi dalej. Wszyscy wiedzieli co przeszliśmy, byłam czujna. Kiedy Leoś ciągle spał mówiłam, że coś jest nie tak, nikt mi nie wierzył, mówili, że przesadzam. Wróciliśmy do domu, a ja nie widziałam jego oczu, jakby ciągle spał. Chodziliśmy na wizyty do szpitala a oni mówili, że dziecku nic nie jest, że panikuję jak zwykle. I kiedy wieczorem po pięciu dniach jego życia o godz. 23:30 spojrzałam na niego, ogarnęło mnie przerażenie i jakiś wewnętrzny zdecydowany głos powiedział mi zbadaj mu mocz. Mówię Piotrek musimy zbadać mocz, ale gdzie o północy? Znaleźliśmy laboratorium. Po 2 dniach wynik w moczu - bardzo liczne Klebsiella Pneumonia. Pojechaliśmy do szpitala, tam gdzie rodziłam, a oni powiedzieli, że to nic i że mamy iść do domu. Natychmiast pojechaliśmy jednak do Centrum Zdrowia Dziecka - szybkie przyjęcie na patologię noworodka i telefon o północy, że nie czekają na swoje wyniki badań, tylko w oparciu o naszą przeszłość z Madzią, bo lekarze nas znali, włączają dożylnie dwa bardzo silne antybiotyki. Kiedy zobaczyłam Leosia następnego dnia był tak słaby, że wróciły wszystkie wspomnienia jak żywe z OIOMu drzwi obok. Ale z Bożą pomocą z każdym dniem był w lepszym stanie, aż otworzył oczy i się w nich się utopiłam. Lekarze powiedzieli, że gdybyśmy poczekali i nie przyjechali Leoś miałby już sepsę tak jak Madzia a z Klebsielli się nie wychodzi z OIOMu. Ich wyniki badań potwierdziły nasze, jednak miano bakterii było już kolosalnie wyższe. Po dwóch tygodniach zabraliśmy naszego Skarba do domu. I jak tylko było to możliwe gdyż był osłabiony, ochrzciliśmy go.

Leoś jest pięknym pogodnym dzieckiem. Teraz ma 3,5 roku. Jest naszą iskierką, promykiem słońca. Razem ze starszym o 14 lat bratem stanowią niesamowity duet, bardzo się kochają i dają nam dużo radości.

Strata Madzi nauczyła nas ogromnej pokory do życia, wdzięczności za wszystko i obaliła mit, że coś nam się należy, że będzie trwać wiecznie. Nieprawda. Życie człowieka jest kruche i nic nam się nie należy.

Tak jak Maria Magdalena żyłam pogrążona w grzechach, tak jak Maryja patrzyłam jak umiera moje dziecko.

Czas kiedy straciliśmy córkę, moja choroba, choroba syna, ciąża z Leosiem - to ponad 4 lata, kiedy nie mogłam liczyć na rodzeństwo, rodziców czy teściów. Był we mnie tak wielki żal o to, że ich nie było w codzienności ,chorobie ani od święta. I kiedy Leoś miał już rok dotarło do mnie jak wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny bez żadnej najmniejszej mojej zasługi. Napisane jest przecież, że Bóg zgodnie ze swoją wolą, wysłucha każdej modlitwy, jeśli człowiek zwraca się do niego z wiarą i jest wolny od wszelkiej urazy w stosunku do swego bliźniego. Ja przez te cierpienia miałam wtedy tyle urazy, nieprzebaczenia, że mojej modlitwy o uzdrowienie nas i modlitwy o dziecko Bóg nie powinien wysłuchać. Jednak jest napisane w Księdze Izajasza: "Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie”.

Pan nie zapomniał o mnie. Ulitował się nade mną, grzesznicą żyjącą na ziemi Moabu od lat, dotknął mnie, spojrzał na mnie, zatrzymał się przy mnie i wysłuchał moich błagań, pomimo wszystko. Okazał mi miłosierdzie za darmo.

Panie dziękuję Ci za łaskę nie obrażenia się na Ciebie, nie oskarżania Ciebie i nie pytania "Dlaczego??". Ty wiesz, że kiedy łapałam każdy oddech żeby żyć Ty byłeś pierwszą i jedyną deską ratunku. Nikt mnie pytał czy chcę, czy jestem gotowa ponieść ten krzyż, on spadł na mnie z zaskoczenia i przygniótł mnie do ziemi i nie wstałabym bez Ciebie. Panie Jezu dziękuję ci że nagrodziłeś mój ból straty mojej córeczki Madzi i obdarowałeś mnie cudownym Leosiem.

Panie Jezu dziękuję Ci za to jak wielkie dzieła czynisz w moim życiu. Dziękuję Ci za każdy dar który widzę i za każdą łaskę której nie widzę. Dziękuję Ci za to, że akceptujesz mnie taką jaką jestem, dziękuję Ci za moje dzieci za mojego męża, za życie.

Bądź uwielbiony Jezu,
Joanna

*Imię Joanna pochodzi od męskiego imienia Jan, którego sens oznacza „Pan uczynił mi łaskę”.


MSZA ŚW. WSPÓLNOTOWA - 13 czerwca 2018

MSZA ŚW. WSPÓLNOTOWA - 13 czerwca 2018

Już w najbliższą środę 13 czerwca o godz. 19:00 zapraszamy na MSZĘ ŚWIĘTĄ WSPÓLNOTOWĄ Z BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM PRYMICYJNYM O. KRYSPINA. O. Kryspin Maćczak przyjął święcenia prezbiteratu w ostatnią sobotę 9 czerwca w bazylice franciszkanów w Katowicach Panewnikach. Pamiętajmy o Nim w naszych modlitwach.
Za zdjęcia bardzo dziękujemy Agnieszka Krzyształowicz Fotografia.



Zaproszenie... Duchowe SPA dla kobiet

Zaproszenie... Duchowe SPA dla kobiet

Zapraszamy serdecznie wszystkie kobiety na niezwykłe spotkanie, którego temat Odważna i wolna - Duchowe SPA dla kobiet już zapowiada jak wiele będzie się działo. W programie spotkania konferencja Sonji Corbitt i konferencja psychologiczna połączona z warsztatami prowadzona przez Joannę Szymik-Kozaczkiewicz oraz modlitwa, Eucharystia, kawa i dobry obiad.

Kiedy? 23 czerwca 2018
Gdzie? Parafia św. Franciszka z Asyżu w Chorzowie
Zapisy: chorzow.wspolnota@gmail.com lub tel. 509 849 197


To będzie piękny Boży czas dla każdej z nas. Czekamy na Ciebie!

Sonja Corbitt jest znaną katolicką pisarką, charyzmatyczną mówczynią i prowadzącą programy telewizyjne oraz radiowe. Wydała kilka bardzo popularnych multimedialnych studiów biblijnych, jest autorką wielu książek. W Polsce ukazały się m.in. „Uwolniona. Jak przyjąć wszystko, co Duch Święty chce ci dać” oraz „Nieustraszona. Katolicki przewodnik po walce duchowej dla kobiet”. Wychowana jako baptystka, później wstąpiła do Kościoła katolickiego. Była dyrektorem ds. wychowania religijnego przy parafii św. Jana Vianneya w Gallatin, kierowała rozgłośnią Risen Radio. Jest członkiem Trzeciego Zakonu Karmelitańskiego i felietonistką „Catholin Online”, współtworzy portal „Magnificat”. Głosząc w wielu miejscach na świecie, dzieli się swoim poruszającym świadectwem oraz miłością do Kościoła i Słowa Bożego. Mieszka w USA, w stanie Tennessee, wraz z mężem i dwoma synami.


Noc konfesjonałów

Noc konfesjonałów

Przygotowujesz się do Świąt? Nie zapomnij o najważniejszym...

W Wielką Środę - 28 marca - w ramach naszego cotygodniowego spotkania zapraszamy Was na WIECZÓR POKUTNY i ADORACJĘ NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU.

Od godz. 19:00 do godz. 22:00 będzie możliwość skorzystania z SAKRAMENTU POKUTY.

ZAPRASZAMY już w najbliższą środę do kaplicy św. Antoniego.

Świat stworzony darem od Boga

Świat stworzony darem od Boga

Już w najbliższą środę 21 marca w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny zapraszamy Was na kolejne spotkanie formacyjne. Temat... bardzo ważny - ŚWIAT STWORZONY DAREM OD BOGA czyli O RELACJACH DO RZECZY

I UWAGA! Zapewniamy opiekę dla dzieci w dwóch grupach wiekowych - młodszej i starszej, więc jeśli chcecie przyjść na spotkanie możecie zabrać Wasze pociechy, a my się nimi zajmiemy - prosimy tylko o informację, że dzieci będą (można przez wiadomość prywatną na FB lub e-mail zacheuszwchorzowie@gmail.com).

Rozpoczynamy jak zawsze o godz. 19 w kaplicy św. Antoniego.
Z A P R A S Z A M Y ! :)
 
 
Czuwanie z modlitwą o uzdrowienie

Czuwanie z modlitwą o uzdrowienie

O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. Flp 4, 6-7

Już w najbliższą sobotę, 10 marca mamy niezwykłą możliwość skorzystania z obfitości Bożych łask podczas CZUWANIA Z MODLITWĄ O UZDROWIENIE. Sam Pan Jezus będzie czekał na każdego z nas z otwartymi ramionami. Koniecznie skorzystajmy z tego zaproszenia!

W planie naszego czuwania jak zawsze MSZA ŚWIĘTA, ADORACJA i MODLITWY WSTAWIENNICZE. Początek o godz. 19:30 w kościele lub kaplicy św. Antoniego (w zależności od temperatury :)


ZAPRASZAMY !

 

Adoracja w ciszy

Adoracja w ciszy

W każdy poniedziałek Wielkiego Postu od godz. 19:00 do 21:00 zapraszamy na ADORACJĘ NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU w ciszy do kaplicy św. Antoniego.

Pan Jezus do Alicji Lenczewskiej | Słowo Pouczenia:
"Adoracja to dać się pochłonąć Bogu i wchłaniać Go w siebie. To jest sensem i celem twego istnienia. To jest twoim istnieniem prawdziwym.
Każda sekunda twego ludzkiego życia jest ci dana po to, abyś napełniała się Mną. Nigdy nie naprawisz tego, co tu stracisz, nie korzystając z szansy, jaką ci daję. Zawsze będziesz o tyle uboższa we Mnie, ile tu zmarnujesz.
Najwięcej, lub nawet wszystko traci ten, co idzie za głosem egoizmu i zapatrzenia w siebie. Najwięcej zyskuje ten, kto oddaje Mi wszystko i siebie samego."

Kurs JAKUB w Chorzowie

Kurs JAKUB w Chorzowie

Na weekendowy kurs Jakub ZAPRASZAMY WSZYSTKICH MĘŻCZYZN niezależnie od etapu rozwoju duchowego czy życia we wspólnocie. Jest to kurs dla mężczyzn, chcących lepiej realizować swą tożsamość w Kościele i w świecie.

Pamiętaj! Nie musisz być we wspólnocie aby przyjechać na ten kurs.

Pragniemy, by każdy mężczyzna na wzór Jakuba podejmował walkę o swoją tożsamość jako syna, oblubieńca i ojca w wymiarze naturalnym i duchowym. Bez przyjęcia własnej tożsamości nie umiemy w pełni realizować własnego życia. Jeżeli pragniesz zwyciężać w Jezusie różne bariery, to przyjedź. Spotykamy się na wspólnej płaszczyźnie naturalnego powołania jako mężczyzny w dzisiejszym świecie i Kościele.

Kursy te pomogły już wielu mężczyznom, którzy odkryli piękno i wagę swojej tożsamości. Czekamy na CIEBIE!

Kiedy?
  • W dniach 1-3 czerwca 2018 (od piątku do niedzieli)
  • Rozpoczęcie w piątek o godz. 18:00
  • Zakończenie w niedzielę o godz. 14:00
    Gdzie?
    • Klasztor Ojców Franciszkanów w Chorzowie | ul. Franciszkańska 1 | Parafia św. Franciszka z Asyżu
    Koszt:
    • 110 zł w tym noclegi i jak zawsze bardzo dobre wyżywienie :)
    Zapisy na kurs:
    Organizator: 
    • Wspólnota i Szkoła Nowej Ewangelizacji ZACHEUSZ w Chorzowie



    Świadectwa z kursu JAKUB

    Kurs Jakub w Cieszynie | 13-15 października 2017  

    Daniel: Doświadczyłem głębokiej więzi jaką Bóg Ojciec – Kochany Tatuś mnie darzy. Świadectwo Braci, którzy się otwierają na działanie Ducha Bożego. Doświadczyłem, zrozumiałem żeby się nie oskarżać za swoje błędy i widzieć w sobie Jakuba i Ezawa, ich cechy, w zależności od sytuacji. Nauczyłem się być pewny siebie i odważny, bo jestem Synem Króla. Alleluja. Zrozumiałem głęboką więź Boga, że teraz ja mam kochać jak Oblubieniec swoją żonę, być kochającym tatusiem pokazującym Boga jako Przyjaciela. I On mnie nie potępia kiedy popełnię błąd, On mnie kocha – i to jest najpiękniejsze! Dziękuję za ten wyjątkowy czas.

    Jacek: Kurs sprawił, że czuję się mocniejszy w mojej dalszej walce o uratowanie mojego małżeństwa przed rozpadem. Przyjechałem tu aby wzmocnić się duchowo i pozyskać siły i nadzieję do osiągnięcia tego co jest teraz dla mnie najważniejsze - uratowania i ocalenia mojego małżeństwa.

    Grzegorz: Na kursie doświadczyłem przede wszystkim miłości braterskiej oraz działania Ducha Świętego. Kurs odpowiedział na pytanie, które stawiałem sobie jako Ojciec i Mąż. Pozwolił mi zrozumieć, że pewne moje poczynania wynikają z moich relacji z moim Ojcem - pozwolił te relacje uzdrowić. Doświadczyłem też ogromnej Miłości Bożej. Dziękuję Ci Panie iż pokierowałeś moje drogi na ten kurs.

    Wiesiek: Dla mnie głównym przesłaniem będzie świadomość tego, że Bóg stworzył mnie bym walczył i zwyciężał. Pewnie słyszałem już tę sentencję wiele razy ale po kursie JAKUB moja walka i moc zwyciężania nabrała innego wymiaru - wymiaru BOSKIEGO. Dotychczas byłem sceptycznie nastawiony do modlitw przez duchowych wstawienników. Po kursie Jakub poczułem wielką moc uzdrowienia wielu moich zranień, utrapień i życiowych trosk. To dzięki właśnie modlitwie wstawienniczej moich braci. Poczułem również potrzebę wspólnoty i jeszcze większe pragnienie bliskości z Jezusem Chrystusem. Jestem wielkim szczęściarzem, że Jezus jest moim przyjacielem.

    Jurek: Na kursie doświadczyłem po raz kolejny żywej obecności Boga, Boga jako Ojca i Przyjaciela. Jako Ojca, który uczy z miłością nie nakazami - w wolności jako przyjaciela, który nie tylko wysłuchuje moich żali i żądań - tylko mówi "Działaj", nie stój w miejscu ze swoją wiarą, dziel się nią z tymi, których kochasz z łagodnością - to twoja misja. Boga jako Przyjaciela, który również potrzebuje mojej przyjaźni, potrzebuje abym jeszcze głębiej wchodził z Nim w relację formując się. Dziękuję Mu, tak cudownie przychodzi do mnie w miłości mojej żony i dzieci, każdego dnia. I tą rolą Ojca i Przyjaciela chcę się dzielić! Będę walczył i zwyciężał z Jezusem.

    Jurek: Doświadczyłem ogromnej MOCY BOŻEJ w przekazywanej TREŚCI, ukazującej moje prawdziwe powołanie w Bogu, życiu odpowiedzialnym i ofiarnym, którego źródłem jest moje świadome przyjęcie Boga jako Taty, Pana Jezusa jako najlepszego Przyjaciela, Ducha Świętego jako ognia oczyszczającego, namaszczającego i rozpalającego. Bycia prawdziwym Mężem, Ojcem, Synem, Ojcem duchowym, Towarzyszem w mojej rodzinie i środowisku, gdzie żyję i pracuję, we wspólnocie.

    Jarek: Doświadczyłem miłości braterskiej. Zrozumiałem jak dbać o rodzinę, jak się z nimi dogadywać. Zrozumiałem swoją rolę synowską, oblubieńczą i ojcowską; i jak Bóg wspiera mnie w tym działaniu. Chciałbym aby cała zdobyta wiedza podczas kursu zaowocowała w moim życiu.

    Adam: Kurs mi dał uwolnienie od mojej przeszłości wszystkich relacji, zranień, niedojrzałości, nieuporządkowanych uczuć i emocji. Na modlitwie wstawienniczej w obrazach widziałem jak kartki z księgi mojego życia te już zapisane są palone. Księga jest otwarta i czysta, a w sercu czuję Boże błogosławieństwo.

    Marcin: Pan Bóg przez parę lat mnie przemienia, ale od wakacji widzę, że pragnie dotknąć mnie głębiej, jeszcze głębszych sfer mego serca. I na tym kursie tak mnie dotykał pokazując mi moje braki, ale też zapewniając, że chce je wypełnić. I w tym wszystkim przyszedł jako bliski przyjaciel i pokazał mi, że nie oczekuje bym to ja się zmienił, ale On chce mnie prowadzić, On chce działać i zmienić mnie. Chce być przy mnie i przemieniać moje serce. I czeka bym przyjął Jego pomoc. Uzdrawiające było też to, że Jezus mi pokazał trudne chwile moim życiu i pokazał mi jak wtedy był blisko mnie i przeżywał mój trud i cierpienie razem ze mną.


    Kurs Jakub w Cieszynie | 15-17 kwietnia 2016 


    Andrzej: Kurs Jakub na nowo pozwolił mi odnaleźć swoją tożsamość jako męża i ojca swoich dzieci. Pozwolił nazwać, wyartykułować pewne wartości dotąd wyczuwane raczej intuicyjnie. Pozwolił na nowo uwierzyć w sens walki we współczesnym świecie o wartości takie jak wiara i miłość. Wyzwolił we mnie na nowo przytłumioną gdzieś naturę wojownika Pana. Będę walczył do końca!

    Sebastian: Na kursie doświadczyłem umocnienia i siły! Pewne rzeczy, które były niby dla mnie, jednak były w moim działaniu ukryte. Dziś wiem, że muszę je wyciągnąć na powierzchnię. Relacja z moim ziemskim ojcem jest do poprawy, muszę z mocą Bożą mu wybaczyć i prosić o wybaczenie. Następnie muszę zadbać o relację z moją żoną i córką. Muszę więcej poświęcać im czasu. Najważniejsze – nie muszę, ale chcę! Chcę być wojownikiem Pana! Żyć dalej w tym, który mnie umacnia!

    Paweł: Na kursie doświadczyłem prawdziwego doznania, zbliżenia się męskości. Odczułem bardzo silną więź ze wspólnotą, która się zawiązała, szczególnie na wspólnych modlitwach i w uwielbieniu Boga przez śpiew. Kurs pozwolił odkryć moje braki w męskości, uświadomić o potrzebie tożsamości w świecie i rodzinie. Dzięki kursowi odkryłem czego zabrakło w więzi z moim ziemskim ojcem. Odkryłem, że bardzo potrzebna była i nadal jest dla mnie akceptacja tego co robię przez ojca. Potrzebna jest dla mnie pochwała i podziw za coś o co walczyłem, o co się starałem głównie ze strony ojca, ale również mojej wybranki. Doświadczyłem bliskości Jezusa jako mojego przyjaciela, zawiązałem z nim głębszą relację i udało mi się Mu powiedzieć „Kocham Cię” prosto w oczy, a obawiałem się że to będzie trudne. Co więcej odczułem w tym wielki pokój i radość serca. Doświadczyłem wielkiej radości i bliskości z Panem i ze wspólnotą poprzez uwielbienie. Poznałem swoją tożsamość i miejsce w rodzinie. Zapragnąłem w pełni bycia małżonkiem i ojcem – czego z niecierpliwością oczekuję. Pan ukazał mi że trzyma mnie w swoich rękach i jestem przy nim bezpieczny. Chwała Panu!

    Jordan: Na tym kursie doświadczyłem przede wszystkim prawdziwego synostwa i odbudowy mego męstwa. To Bóg, który odbudowuje moje męstwo. Bóg – którego na nowo odkryłem jako swego oblubieńca, który na nowo wybrał mnie do szczególnego, intymnego z NIM przebywania w moim powołaniu prawdziwego mężczyzny – zakonnika. Bóg, który daje mi moc do walki o moje życie, walki o moją tożsamość prawdziwego mężczyzny Syna Bożego, oblubieńca Bożego i Ojca duchowego dla tych, którzy do mnie przychodzą. Teraz wiem, że ON jest obecny w każdej walce, której się podejmę (w każdym problemie słabości). Chwała Mu za to.

    Adam: Doświadczyłem Ducha Wspólnoty, Ducha Mocy i Miłości. Zrozumiałem głębiej, że jestem synem umiłowanym i że zawsze Ojciec jest ze mną, nie muszę się bać, chować się czy uciekać – mój Ojciec jest przy mnie, a On może wszystko – no przecież jest Wszechmocny!!! Rozpaliła się we mnie miłość oblubieńcza, świadoma, pełna, miłość jako dar z siebie. Wzrosło we mnie i dojrzało pragnienie ojcostwa. Ruszam teraz do walki i mimo pewnie licznych przegranych po drodze, wiem , że jestem zwycięzcą!

    Aleksander: Na kursie „Jakub” doświadczyłem wielu emocji, które były mi bardzo potrzebne do poznania szukania swojej tożsamości. Na początku kursu myślałem, że będzie to czas „odpoczynku”, oderwania się od codziennych problemów, ale tematyka kursu „wywleka” moje najgłębsze zranienia oraz ukazuje niedomagania w sferze synowskiej, oblubieńczej oraz ukazuje błędy w których tkwię i sam nie umiem sobie z nimi poradzić. Początek był bardzo trudny, wręcz miałem myśli, żeby stąd uciec. Ale Pan Bóg i kurs w dalszej części ukazał mi, że Jezus, Bóg wraz ze wspólnotą mogą uwolnić mnie od tych obaw, lęków i niedomagań. Inaczej mówiąc na kursie przeżyłem wiele chwil trudnych, bardzo dużo wzruszeń (tylu mężczyzn w jednym miejscu) oraz na końcu pokój i nadzieja płynąca od Boga.


    Kurs Jakub | 24-26 października 2014  


    Andrzej: Doznałem wielkiej bliskości Pana Boga, który zapalił mi światło do bycia prawdziwym mężczyzną. Mam też przekonanie, że kurs otworzył mnie na nową jakość w relacjach z żoną i dziećmi. Jest w moim sercu ogromne pragnienie, aby być przyjacielem mojej żony i rzeczywistym wzorem dla moich dzieci. Budująca była atmosfera męskości, takiej „soli ziemi”, co znacząco ułatwiało przeżywanie kursu.

    Jacek: Potrafiłem przebaczyć mojemu ziemskiemu ojcu, pomimo że już nie żyje pojednałem się z nim. Otwarłem się na synostwo Boże i otrzymałem dar otwartości na osobowy kontakt i relację z Bogiem Ojcem. Pierwszy raz poza modlitwą Ojcze Nasz i liturgią modliłem się w duchu do Boga Ojca wyraźnie jako do pierwszej Osoby Trójcy Świętej i poczułem wyraźnie więź osobową. Po raz kolejny oddałem swoje życie i sprawy ziemskie, na które mam wpływ, Jezusowi. Zrobiłem to odważniej i z większą ufnością przed Najświętszym Sakramentem. Poza tym pierwszy raz odczułem wyraźnie obecność Ducha Świętego.

    Paweł: Na początku kursu byłem sceptycznie nastawiony, odczuwałem brak skupienia związany z uczuciem pustki. Jednak przyszły chwile, w których Jezus doświadczył mnie i wskazał mi, jak bardzo oddaliłem się od moich dzieci. Teraz muszę również otwarcie przyznać, że nie jestem dobrym mężem. Wspaniałe jest to, że Bóg daje mi narzędzia i teraz już wiem, co dalej mam z tym zrobić. Dziękuję Jezusowi, swojej żonie i ekipie, że mogłem tu być.

    Mirek: Korzystając z tego kursu doświadczyłem łaski otwarcia oczu w spojrzeniu na swoje powołanie bycia ojcem rodziny. Przez pryzmat biblijnego Jakuba zauważyłem braki w moim życiu jako ojciec rodziny i uświadomiłem sobie, że muszę powrócić do korzeni, do początku drogi, którą rozpoczyna się jako syn, potem jako oblubieniec i na koniec jako ojciec. Myślałem, że od razu potrafię być dobrym ojcem naturalnym i duchowym dla swoich dzieci, ale zrozumiałem, że „przeskoczenie” tych etapów w moim życiu bez uzdrowienia zranień z przeszłości, nie uda mi się dojść do celu.

    S.: Podczas trwania kursu „Jakub” zrozumiałem samego siebie. Kurs pozwolił mi odkryć własne powołanie jako męża i ojca. Pozwolił mi zrozumieć jak ważną misją jest być dobrym ojcem, dawać dobry przykład własnym dzieciom, czego dotychczas nie zdawałem sobie sprawy. Kurs dał mi siłę do dalszej pracy nad tym, aby byś dobrym mężem. Trudnym doświadczeniem było jednak synostwo, jego doświadczenia i brak w młodości. Poruszenie tego tematu pozwoliło mi zrozumieć czym jest synostwo, poczuć się synem, z czym dotychczas miałem wielki problem. Przeżycie kursu „Jakub” wzbudziło w moich uczuciach odpowiedzialność za rodzinę tj. żonę i dzieci. Otrzymałem potężną motywację do podjęcia wyzwań jakie stoją przed mężem i ojcem. Chwała Panu.


    Kurs Jakub | 8-10 listopada 2013

    Grzegorz: Otrzymałem świadomość bycia dzieckiem i dziedzicem Boga - większą świadomość bycia mężem, ojcem i synem. Przeżyłem tutaj doświadczenia bliskości Boga. Będę się dalej dzielił tym doświadczeniem z innymi. Będę się starał być lepszym uczniem Jezusa - dzieckiem Boga. Lepszym ojcem, mężem i synem. Amen!

    Jacek: Ze sobą zabieram miłość Boga. Odwagę - jako mąż i ojciec, Prawdę i Miłość Boga, Jezusa Chrystusa. Świadectwa wszystkich mężczyzn dały mi "Wielkie Oczy" na patrzenie na wolę Pana Boga! Wiem, że Jezus Chrystus jest moim Panem! Chcę nieść i przekazywać Słowo Boże moim bliskim, przyjaciołom. Moim kolegom, a nawet tym, których dopiero spotkam na mojej drodze! Było bosko!

    Adrian:
    Kurs porusza każdy aspekt męskości - od synostwa, przez miłość oblubieńczą po ojcostwo. Na nim Bóg uzdrowił moje serce, nadał mi nową tożsamość, dał bezcenne wskazówki co do małżeństwa i ojcostwa. Z kursu zabieram nową tożsamość. Odnowione serce i męskość. Polecę go znajomym mężczyznom. Będę korzystał z jego owoców. Chwała Panu!

    Piotr:
    Z kursu wyjeżdżam z mocnym postanowieniem uzdrowienia moich relacji z ojcem, żebym mógł pogłębić relacje z Bogiem. Zrozumiałem, że bez uzdrowienia relacji z ziemskim ojcem nie będę mógł dobrze wypełnić powołania do bycia oblubieńcem i ojcem. Zamierzam informować wszystkich mężczyzn, których znam, o tym kursie!

    Marek:
    Tu doświadczyłem co to znaczy być mężczyzną z punktu widzenia Boga. Kurs pokazał mi co to znaczy być mężczyzną jako syn, mąż i ojciec, a także miejsca gdzie mam braki i o co mam się modlić. Męskość to siła, którą złożył w nas Bóg! Chcę niektóre treści wprowadzić w życie, myślę głównie o tym co pokazał mi Bóg - w których strefach mam braki, o co mam się modlić, co zmienić w moim życiu. Chcę zachęcać innych mężczyzn do tego kursu, bo uważam, że warto!
    Copyright © 2014 Zacheusz Chorzów , Blogger